Kto jeszcze nie wie o co chodzi: krótko. Tomasz Nowacki i Wiktoria Fronczak, osoby prowadzące firmy w Skokach pod Poznaniem, od roku prowadzą swoją grupę na Facebooku, w której jest poniżany, wyzywany, a rozmowy zahaczają nawet o kwestie „wacka” i „napletka”. Skąd to się wzięło? Nie wiem. Nic tym ludziom nie zrobiłem. Prowadzę firmę – sprzedałem im telefon, nie zdążyłem go nawet wysłać, Tomasz zrezygnował, otrzymał zwrot –> pojawiła się grupa na mój temat.

Tomasz: ja przecież nie twierdzę, że jesteście złymi specjalistami. Mówiąc wprost – nie wiem tego, może jesteście? A może nie.

Bardzo podoba mi się twierdzenie o tym, że wasze działania nie mają miejsca, gdy analogicznie grupa istnieje, da się ją bez problemu znaleźć i każdy się nią chwali – łącznie około 80 osób. Bardzo podoba mi się również twierdzenie, że godzę w wasze dobre imię, gdy pisaliście do mnie „ale pan nie ma żadnego dobrego imienia„. Zresztą – wstęp mówi sam za siebie. To treść tylko dla znajomych, inni się nie liczą. Czy liczą się potencjalni kontrahenci Tomasza i Wiktorii? O tym dalej.

Do rzeczy: Tomasz prosi dziś o prywatność i powstrzymanie się od komentarzy.

Co do zasady – rozumiem i szanuję takie oczekiwanie.

Problem polega na tym, że w tym samym czasie upubliczniane są informacje bardzo prywatne, a wokół sprawy podejmowane są działania, które z prywatnością nie mają nic wspólnego.

W praktyce wygląda to tak:
– członkowie grupy Wiktorii i Tomasza próbują nawiązywać kontakt z moją rodziną,
– z moimi znajomymi i znajomymi znajomych,
– a nawet z osobami z mojego najbliższego otoczenia, w tym sąsiadami, pracownikami firm, z którymi współpracuję.

Tak – spór między mną a Tomaszem i Wiktorią jest prywatny. Mimo, że rozchodzi się o publiczną grupę i publiczne ataki na mnie. To, że ja nie mam dostępu do Waszej grupy, nie oznacza, że nie jest to przestrzeń publiczna – przyjmujecie do niej wszystkich, którzy chcą eskalować konflikty, nawet osoby, których nie znam.
Moje relacje z klientami i problemy, które z nimi rozwiązuję także są prywatne.
A jednak te sprawy są nagłaśniane, komentowane i rozpowszechniane w różnych miejscach, także poza Internetem i często w nieprawdziwy sposób. Mają miejsce sytuacje, które w najlepszym wypadku można nazwać „incydentami”, jeśli nie po prostu atakami, przemocą. Tomasz, co Ty robisz? Zajmij się swoją pracą.

Tomasz, Wiktorio, szanujcie pracę innych

Twierdzicie, że nigdy nie pracowałem ciężko. To, że Ty wstajesz o 5 rano nie oznacza z automatu, że masz ciężką pracę, skoro wraz z Wiktorią poświęcasz codziennie parę godzin na pisaniu o mnie (a może też o innych?). Przestań pisać o mnie, a będziesz mógł wstać o 10. Nie dowartościowuj się dopowiadając sobie, że pracując fizycznie jesteś lepszy od kogoś, kto pracuje w inny sposób. Nie zarzucaj mi braku szacunku do osób ciężko pracujących tylko dlatego, że nie pracuję od świtu do wieczora z łopatą. Pracowałem fizycznie i pracowałem „umysłowo”. Każda z tych prac jest „ciężka”, lecz w inny sposób. Nie miej się za lepszego, nie poniżaj mnie, nie pisz, że jestem kimś, kto się nie napracuje, bo cały dzień siedzę przed komputerem. W ten sposób poniżasz wszystkich swoich klientów, osoby, które dają pracę Tobie. I one powinny to wiedzieć – Tomasz elektryk, Wiktoria „firma sprzątająca” mają się za lepszych, bo pracują „ciężko”. Wiktoria ma się za lepszą od osób, u których sprząta, bo „pracuje ciężko”. Miło Wam na żywo się rozmawia z Tomasze i Wiktorią? Nie wiecie co o was mówią w domu. Może oni chcą po prostu zarobić, a o was mają zdanie takie jak o mnie?

„Im dalej w las”, tym lepiej: O (braku)szacunku wobec innych

W toku tej sprawy padł argument, który – przyznam – wiele wyjaśnia.

Według Tomasza jego zachowanie, sposób prowadzenia sporu i brak konsekwencji nie mają znaczenia, ponieważ i tak ma klientów na kolejne dwa lata.
Podobnie jego partnerka Wiktoria – podobno już dziś ma zaplanowane sprzątanie aż do 2027 roku. Tomasz sam prosił, abym o tym wspomniał – a więc wspominam.

To interesujące podejście.

Rozumiem je tak:
skoro klientów nie brakuje, to:
– nie trzeba być konsekwentnym,
– nie trzeba szanować prywatności innych,
– nie trzeba liczyć się z tym, jak rozwiązuje się konflikty.

A przecież właśnie sposób radzenia sobie z problemami mówi o standardach więcej niż to, jak wygląda współpraca, gdy wszystko idzie gładko.

Szczególnie zastanawiające jest planowanie sprzątania na kilka lat do przodu – bo o ile łatwo przewidzieć kalendarz zleceń, o tyle trudniej przewidzieć, kto za dwa lata będzie chciał sprzątania i w jakich okolicznościach.
Ale być może to tylko kwestia organizacji.

Bo jeśli ktoś komunikuje wprost, że nie musi być konsekwentny ani ostrożny, bo „i tak ma klientów”, to warto, by potencjalni kontrahenci sami ocenili, czy to podejście im odpowiada. PS. Wyjaśniam co jest 22 stycznia. Tomasz i Wiktoria mają rozprawę jako oskarżeni. Sąd dopuścił sprawę karną i wyznaczył im termin. Będą oczekiwać, że na rozprawie, gdzie występują jako oskarżeni, sąd będzie oceniał moją działalność. Tomasz – kpk mówi wprost, że to tak nie działa

Nie widzę powodu, by publicznie zabierać głos, gdyby nie fakt, że temat jest publicznie podtrzymywany i eskalowany przez innych od roku.
Moje wypowiedzi nie są celem samym w sobie – są reakcją obronną.

Uważam też, że każdy kontrahent – były, obecny i przyszły – ma prawo wiedzieć, jak Tomasz i Wiktoria potencjalnie mogą o nim myśleć. Innymi słowy: jeśli nie wstajesz o 5 rano, nie pracujesz fizycznie, Tomasz i Wiktoria mogą w najgorszym wypadku uznać, że kradniesz i z tego żyjesz. Ktoś „anonimowo” pochwalił się, że to rozgryzł:

Posted in

Dodaj komentarz