Cześć. Jeśli nie mignęła Wam gdzieś historia mojej „współpracy” z firmą Noviktech ze Skoków koło Poznania oraz „W1 Profesjonalne Usługi Sprzątające”, to wyjaśnię krótko.
Prowadzę sklep internetowy z telefonami. Od około roku istnieje grupa na Facebooku prowadzona przez właścicieli obydwu firm, w której jestem regularnie obrażany i poniżany – łącznie z wpisami, które schodzą na poziom komentarzy o moich genitaliach. Nie żartuję: to jest temat rozmów w prywatnej grupce, którą wskazane osoby założyły.
Skąd to się wzięło? Z mojego punktu widzenia absurdalnie: nie mam wobec nich żadnego długu ani zobowiązania, a mimo to konflikt trwa i jest podtrzymywany publicznie.
I teraz najlepsze.
Myślałem, że dorośli ludzie rozwiązują spory przez: rozmowę, wezwanie, mediację, ewentualnie sąd. Właściciel Noviktechu znalazł metodę skuteczniejszą.
Poskarżył się moim rodzicom.
Tak. Rodzicom.
Ja po trzydziestce, rodzice przed sześćdziesiątką, właściciel Noviktechu – Tomasz – pełnoletni (chyba), a „strategia” w sporze wygląda jak z podstawówki: „uważaj, bo powiem mamie”. I na serio powiedział:
Może to powinno wejść do standardów obsługi klienta, na przykład na Allegro?
„Nie działa rękojmia? Skorzystaj z opcji: skarga do rodziców sprzedawcy. Mama i tata pociągną go za ucho i sprawa załatwiona.”
Brzmi zabawnie – ale tylko do momentu, gdy człowiek uświadomi sobie, że tu nie chodzi o reklamację, tylko o presję i przekraczanie granic.
Co dalej? Skarga do rodziców to już standard. Następny krok jaki?
Udostępnienie mojego adresu? Adresu moich rodziców? Żeby inni też mogli złożyć „reklamację” osobiście albo poskarżyć się moim rodzicom?
Te pytania są ironiczne – Ten człowiek już zapowiedział, że pójdzie właśnie w tym kierunku.
I ważna rzecz: nie twierdzę, że te firmy są złymi fachowcami. Widziałem, że są osoby zadowolone z ich usług. Ale jeśli mam dać jedną radę z perspektywy kogoś, kto miał już z nimi styczność, to brzmi ona tak:
Zanim wybierzesz wykonawcę do prac domowych, zastanów się, jak ta osoba zachowa się, gdy przestaniesz być „zadowolony klientem”. Bo w najgorszym wariancie zamiast rozmowy możesz dostać… internetową grupę o sobie, o Twoich genitaliach, pełno poniżających publikacji, ingerowanie w Twoją firmę i „negocjacje” prowadzone przez Twoich rodziców.
Mimo to chcesz to współpracy z Noviktech, W1 profesjonalne sprzątanie i ich zespołem? Na wszelki wypadek miej twarde uszy. Możesz skończyć ze skargą u mamy i taty oraz symbolicznym żądaniem pociągnięcia Cię do odpowiedzialności (za ucho), a może nawet klapsem.
Przez długi czas próbowałem tłumaczyć sobie, że to, co mnie spotyka, jest zbiegiem okoliczności. Że to emocje klientów. Że Internet rządzi się swoimi prawami. Że każdemu przedsiębiorcy może przydarzyć się trudny okres, fala krytyki albo konflikt, który z czasem sam wygaśnie.
Dziś jednak coraz trudniej ignorować powtarzalność schematu.
Ten sam mechanizm. Te same nazwiska. Ta sama eskalacja. I kolejne „nowe” inicjatywy, które w praktyce prowadzą do dokładnie tych samych skutków: konfliktu, presji, destabilizacji i chaosu – nie tylko w sferze wizerunkowej, ale także realnego życia i pracy.
Od jednej grupy do kolejnej „odsłony”
Gdy pierwsza grupa, w której zbierano osoby deklarujące się jako „poszkodowane”, została ukryta, można było odnieść wrażenie, że sytuacja zaczyna się stabilizować. Sprzedaż stopniowo się poprawiała. Emocje opadały. Pojawiła się przestrzeń na rozwiązania prawne, zamiast dalszej eskalacji.
Niemal równolegle pojawiło się jednak coś nowego.
Nowa grupa. Nowa nazwa. Nowe konto – anonimowe, trudne do jednoznacznej identyfikacji. Ale dokładnie ten sam cel i ten sam efekt: gromadzenie klientów, podsycanie emocji, budowanie narracji opartej na insynuacjach i sugestiach, a następnie okresowe „otwieranie” i „zamykanie” grupy w sposób, który wygląda na zaplanowany i celowy.
Trudno w takiej sytuacji nie zadać pytania, czy to rzeczywiście spontaniczne działania „niezależnych osób”, czy raczej kontynuacja znanego już modelu eskalacji, tylko w zmienionej formie.
Konflikt jako stały element relacji
W normalnych relacjach – biznesowych czy prywatnych – konflikt jest czymś wyjątkowym. Zdarza się, ale dąży się do jego zakończenia: rozmową, ugodą, albo – w ostateczności – rozstrzygnięciem sądowym.
W tym przypadku konflikt zdaje się być stanem permanentnym.
Gdy jedna forma nacisku przestaje działać, pojawia się kolejna. Gdy jedna grupa traci widoczność, powstaje następna. Gdy pojawia się perspektywa deeskalacji, niemal natychmiast rodzi się nowa przestrzeń sporu.
Nie sposób nie zauważyć, że w centrum tych wydarzeń niezmiennie przewijają się te same osoby. I tak od końca 2024 roku. Tomasz Nowacki – Skoki. Wiktoria Fronczak – Roszkowo.
Nie jako bierni obserwatorzy. Nie jako osoby próbujące wygasić emocje. Lecz jako punkt odniesienia, wokół którego konflikt się organizuje, odnawia i przekształca.
Skutki wykraczające poza Internet
Problemem nie jest już sama krytyka czy nawet ostra opinia. Problemem jest przenikanie konfliktu do realnego świata: do relacji z klientami, partnerami biznesowymi, współpracownikami, a w końcu do sfery bezpieczeństwa i zdrowia.
Narracje tworzone w Internecie mają realne konsekwencje. Prowadzą do masowych rezygnacji z zakupów, utraty zaufania, zerwania współprac. W skrajnych przypadkach eskalacja przestaje być wyłącznie „internetową burzą”, a zaczyna wpływać na codzienne funkcjonowanie ludzi, którzy nigdy nie powinni znaleźć się w centrum cudzego konfliktu.
To nie są abstrakcyjne rozważania. To są konkretne skutki, które można zmierzyć, opisać i udokumentować.
Wzorzec zamiast przypadku
Każdy pojedynczy element tej historii można by jeszcze próbować tłumaczyć osobno. Jedną grupę. Jedną falę komentarzy. Jedną eskalację.
Ale złożone razem tworzą one spójny wzorzec.
Wzorzec, w którym konflikt:
nie wygasa, lecz się odnawia,
nie jest rozwiązywany, lecz przenoszony w nowe miejsca,
nie kończy się rozmową ani sądem, lecz kolejną odsłoną presji.
Wzorzec, który każe zadać pytanie, czy mamy do czynienia z serią nieszczęśliwych zbiegów okoliczności, czy raczej z określonym sposobem działania i funkcjonowania w relacjach z innymi.
Pytanie, które warto sobie zadać
Nie piszę tego tekstu po to, by kogokolwiek oskarżać. Piszę go, by opisać rzeczywistość, jakiej doświadczam od wielu miesięcy i którą coraz trudniej ignorować.
Na końcu zostawiam więc pytanie – nie do sądu, nie do prawników, ale do każdego, kto to czyta:
Czy to jeszcze przypadek, czy już wzorzec? I czy naprawdę ktokolwiek chciałby wchodzić w jakąkolwiek współpracę – biznesową, zawodową czy osobistą – z ludźmi, wokół których konflikt nigdy się nie kończy, a jedynie zmienia formę?
W ostatnich tygodniach zauważyłem ciekawą rzecz. Po masowym pojawieniu się negatywnych opinii na temat mojej firmy, coraz więcej kontrahentów zaczęło pytać wprost: czy opinie w internecie w ogóle są dziś wiarygodne?
Postaram się odpowiedzieć na to pytanie – na podstawie własnego doświadczenia oraz obserwacji trzech konkretnych przypadków: – mojej firmy, – NovikTech (Tomasz Nowacki), – W1 Profesjonalne Usługi Sprzątające (Wiktoria Fronczak).
1. Gdy opinie przestają odzwierciedlać rzeczywistość
W pewnym momencie wokół mojej działalności powstała grupa w mediach społecznościowych, prowadzona przez osoby, które nie były moimi klientami. Część jej członków zaczęła aktywnie zgłaszać mnie do różnych instytucji i serwisów opiniotwórczych. Grupę tę prowadzi Wiktoria Fronczak wraz z partnerem Tomaszem Nowackim. Nie znam powodu, z którego zorganizowali nagonkę przeciwko mnie. Sytuacja trwa już rok. Ale do rzeczy.
Serwisy takie jak Ceneo czy Opineo mają dość ukryte dane kontaktowe do samych siebie. Dlatego liczne zgłoszenia bezpośrednio do serwisów, to sytuacja nietypowa: – relatywnie niewielka liczba negatywnych opinii, – jednocześnie duża liczba zgłoszeń od osób deklarujących „pokrzywdzenie”.
Z moich obserwacji wynika, że część osób wielokrotnie dodawała opinie, często z tych samych urządzeń lub kont. W efekcie systemy antyspamowe zaczęły je blokować.
Jednocześnie serwisy widziały, że moja firma przez lata utrzymywała ponad 90% opinii pozytywnych.
2. Przykład Ceneo – ostrożność kosztem rzetelności
W reakcji na tę sytuację Ceneo zdecydowało się na krok, który warto opisać: usunęło wszystkie moje opinie pozytywne do 3 lat wstecz, zarówno te wynikające z realnych, zweryfikowanych transakcji, jak i te potwierdzone dowodami zakupu, albo numerami zamówień, nie mówiąc o tych, które nie posiadały danych identyfikacyjnych.
Nie była to weryfikacja treści – była to decyzja „ostrożnościowa”.
Jednocześnie pozostawiono wszystkie opinie negatywne, także te: – bez numerów zamówień, – bez możliwości identyfikacji autora.
Co więcej, testowo dodałem nawet jedną negatywną opinię samodzielnie – została ona zaakceptowana bez jakiejkolwiek weryfikacji, a w ramach „czystek” na moim profilu – i tak pozostała. Ten eksperyment jasno pokazał, że opinie negatywne bywają traktowane przez systemy znacznie łagodniej niż pozytywne.
Efekt? Oto widok mojego profilu po kilku tysiącach sprzedanych przedmiotów w ciągu ostatniego roku:
Wniosek? Opinie mogą być niewiarygodne także w stronę negatywną.
3. Czy pozytywne opinie też mogą być zmanipulowane?
To pytanie często padało pod moim adresem. Odpowiedź brzmi: tak – mogą.
I tu warto spojrzeć na inne przykłady.
W1 Profesjonalne Usługi Sprzątające
W Google widnieje niewielka liczba opinii – wszystkie pozytywne.
W części z nich pojawia się charakterystyczny hashtag związany z trwającym konfliktem. Z zewnątrz trudno ocenić, czy są to spontaniczne recenzje klientów, czy efekt mobilizacji znajomych i sympatyków. Jedno jest pewne, Tomasz Nowacki to naprawdę bliski znajomy Wiktorii, ciekawe czy to tylko zbieżność nazwisk, czy forma manipulacji? Oceńcie sami:
Moja własna opinia, opisująca brak relacji usługowej, ale negatywne doświadczenia poza nią, została usunięta – również bez jakiejkolwiek weryfikacji.
Co ciekawe – po pewnym czasie Google w ogóle zablokowało możliwość dodania kolejnych opinii do tego profilu, pozostawiając go jedynie z opiniami pozytywnymi. Innymi słowy: jesteś niezadowolony z usług firmy W1 Profesjonalne Usługi Sprzątające? No to jesteś – ale napisać na Google już o tym nie możesz.
NovikTech Tomasz Nowacki
Podobna sytuacja: – seria opinii pozytywnych dodanych w krótkim czasie, – jednocześnie usuwanie opinii krytycznych.
Warto zauważyć, że zgodnie z regulaminem Google opinia nie wymaga bycia klientem, a jedynie „interakcji z firmą”. Mimo obszernego, szczerego i dowodowego opisu mojej współpracy z Tomaszem, opinie negatywne i tak są usuwane. Czy gdybym napisał opinię negatywną, ale zaznaczył 5 na 5 gwiazdek, byłoby inaczej? Prawdopodobnie tak.
4. Dlaczego tak się dzieje?
Każdy serwis działa według własnej logiki biznesowej.
Ceneo / Opineo – słaba weryfikacja autorów, – większa skłonność do usuwania opinii pozytywnych „profilaktycznie”, – rzadkie organizowanie kampanii negatywnych przeciwko danemu podmiotowi (znam tylko jedną taką sytuację z 15stoletniej działalności i dotyczy ona mojej firmy).
Google – głównym klientem są reklamodawcy, – większa tolerancja dla opinii pozytywnych, – częstsze usuwanie krytyki po zgłoszeniach, – przez lata autorzy negatywnych opinii nawet nie wiedzieli, że nie są one widoczne: Google prezentowało negatywną opinię tylko jej autorowi. Piszący ocenę negatywną był przekonany, że jest ona widoczna dla całej publiczności, widział ją bowiem w komputerze, na telefonie, ale… wystarczyło się wylogować z konta google, albo pożyczyć telefon od znajomego, a opinii już nie było widać.
Są też serwisy, które weryfikują użytkowników bardzo dokładnie – czasem nawet poprzez dokumenty (np. dowód osobisty, prawo jazdy) lub potwierdzenia transakcji wraz z potwierdzeniem jej opłacenia. Tam manipulacja jest znacznie trudniejsza albo po prostu niemożliwa.
Myślę, że wszyscy tego oczekujemy. Zarówno ja (otrzymałem w ostatnich miesiącach około 100 opinii negatywnych i wiele z nich była formą manipulacji), ale także klienci.
Każdy z nas chce wiedzieć, czy doświadczenia opisywane przez innych w Internecie są wiarygodne. Chcąc podjąć z kimś współpracę chcemy wiedzieć, czy faktycznie pracuje on w Święta, jest nad wyraz wyrozumiały:
Czy też ma drugie oblicze, które może go dyskwalfikować:
5. Wnioski dla klientów
Jeżeli miałbym zostawić jedną myśl na koniec, byłaby ona prosta:
Opinie w internecie nie są obiektywną prawdą. Są produktem regulaminów, algorytmów i interesów platform.
Zarówno fala negatywnych opinii, jak i idealnie „czyste” profile z samymi piątkami, powinny zapalać lampkę ostrzegawczą.
Warto:
czytać opinie krytycznie,
sprawdzać różne źródła,
patrzeć na historię firmy, a nie pojedynczy moment.
Bo dziś zarówno reputację zbudować, jak i zniszczyć, można szybciej niż kiedykolwiek – niekoniecznie w oparciu o fakty.
Serwisy, które znam i w mojej ocenie są najbardziej wiarygodne to:
Allegro – firma praktycznie nie ingeruje w komentarze, nie ma tutaj żadnej możliwości wystawiania ocen do transakcji, których nie było. Swoją drogą, nie współpracuje już z Allegro i w jakiś sposób za tym tęsknię: miałem tam 97-99% poleceń i nikt mi nie wmawiał, że są one od fikcyjnych klientów.
Trustpilot – weryfikacja transakcji jest bardzo skomplikowana i nie da się jej obejść. Serwis w razie wątpliwości oczekuje nawet skanu dowodu osobistego. Jednocześnie w trustpilot opinie negatywne też są traktowane nieco łagodniej. Jednak nie spotkało mnie tutaj nigdy wystawienie 10-15 opinii negatywnych przez jedną osobę.
A Wy? Jakie macie zdanie? Jakie serwisy opiniujące Waszym zdaniem również można uznać za bardzo wiarygodne?
Święta, pośpiech, brak czasu. Wielu z nas decyduje się wtedy na pomoc – sprzątanie domu, mycie kanapy, porządki przed ważnym dniem. To normalne. Płacisz i liczysz na spokój.
Problem zaczyna się wtedy, gdy zaufanie do osoby świadczącej taką usługę przestaje istnieć.
Skoki – niewielkie miasto pod Poznaniem. Działa tam kilka firm sprzątających. Ja z tego miasta nie jestem. Nie mieszkam nawet w tym województwie. Co więcej – nigdy nie zamawiałem żadnej usługi sprzątania. A jednak. Niczym telefon z fotowoltaiką, tak usługa sprzątania wtargnęła do mojego życia. Być może to przypadek, ale właśnie tym zajmuje się partner Wiktorii Fronczak, która prowadzi firmę „W1 – Profesjonalne usługi sprzątania” ( https://www.facebook.com/p/W1-Profesjonalne-usługi-sprzątania-61559886600022/ ).
Na czym polega problem?
Nie na jakości sprzątania – bo z tej usługi nigdy nie korzystałem. Wręcz w mojej ocenie sprzątanie jest zbyt dokładne, a zakres tej usługi zbyt wysoki! Problem dotyczy działań podejmowanych poza pracą.
W mediach społecznościowych powstała grupa, którą założyła Wiktoria Fronczak, w której:
zbierani są moi klienci,
rozpowszechniane są na mój temat bardzo ciężkie zarzuty,
tolerowane (a momentami podsycane) są treści o charakterze obraźliwym i poniżającym.
Dlaczego? Nie wiem. Nic tej kobiecie nie zrobiłem. Sama zainteresowana twierdzi, że robi to z dobre woli. Proszę więc, aby ta „dobra (samo)wola” się skończyła – nic z tego.
Sprzątanie to specyficzna usługa. Wpuszcza się obcą osobę do domu, w przestrzeń prywatną. Oczekuje się:
dyskrecji,
powściągliwości,
szacunku do cudzej prywatności – również poza godzinami pracy.
W końcu nie wiemy, co taka osoba może mimochodem znaleźć w naszym domu. Zdjęcia, zabawkę intymną? Jesteśmy dorośli. A dom to nasz prywatny zakątek.
Z mojej perspektywy ten standard został całkowicie podważony.
Dlatego osobiście nie zdecydowałbym się na współpracę z osobą, która w internecie angażuje się w publiczne konflikty, komentarze i narracje dotyczące cudzych spraw prywatnych, a na prowadzonej przez nią grupie pisze się o „wackach” i „napletkach”.
Nie stawiam zarzutów. Nie przesądzam niczego.
Po prostu ostrzegam: zanim wybierzesz usługę sprzątania, sprawdź nie tylko ofertę, ale to co Twoja sprzątaczka robi po godzinach. Nikt nie chce, żeby sprzątanie naszego domu było na tyle „dobre” i dokładne, że po sprzątaniu w internecie czy „na mieście” zaczynają krążyć plotki o czyiś „wackach”. Co dalej? Rozmiar prezerwatywy, znalezione zabawki erotyczne? To Pani Fronczak pokazała mi dosadnie, że zaufanie to podstawa.
Bo jak widać czasem problemem nie jest to, jak ktoś sprząta, ale co robi później – i gdzie.
Wybór, jak zawsze, pozostawiam każdemu indywidualnie. Moja opinia? Sprzątanie realizowane przez Wiktorię Fronczak jest zbyt dokładne. A Wy? Jakie macie osoby z firmami sprzątającymi?
Kto jeszcze nie wie o co chodzi: krótko. Tomasz Nowacki i Wiktoria Fronczak, osoby prowadzące firmy w Skokach pod Poznaniem, od roku prowadzą swoją grupę na Facebooku, w której jest poniżany, wyzywany, a rozmowy zahaczają nawet o kwestie „wacka” i „napletka”. Skąd to się wzięło? Nie wiem. Nic tym ludziom nie zrobiłem. Prowadzę firmę – sprzedałem im telefon, nie zdążyłem go nawet wysłać, Tomasz zrezygnował, otrzymał zwrot –> pojawiła się grupa na mój temat.
Tomasz: ja przecież nie twierdzę, że jesteście złymi specjalistami. Mówiąc wprost – nie wiem tego, może jesteście? A może nie.
Bardzo podoba mi się twierdzenie o tym, że wasze działania nie mają miejsca, gdy analogicznie grupa istnieje, da się ją bez problemu znaleźć i każdy się nią chwali – łącznie około 80 osób. Bardzo podoba mi się również twierdzenie, że godzę w wasze dobre imię, gdy pisaliście do mnie „ale pan nie ma żadnego dobrego imienia„. Zresztą – wstęp mówi sam za siebie. To treść tylko dla znajomych, inni się nie liczą. Czy liczą się potencjalni kontrahenci Tomasza i Wiktorii? O tym dalej.
Do rzeczy: Tomasz prosi dziś o prywatność i powstrzymanie się od komentarzy.
Co do zasady – rozumiem i szanuję takie oczekiwanie.
Problem polega na tym, że w tym samym czasie upubliczniane są informacje bardzo prywatne, a wokół sprawy podejmowane są działania, które z prywatnością nie mają nic wspólnego.
W praktyce wygląda to tak: – członkowie grupy Wiktorii i Tomasza próbują nawiązywać kontakt z moją rodziną, – z moimi znajomymi i znajomymi znajomych, – a nawet z osobami z mojego najbliższego otoczenia, w tym sąsiadami, pracownikami firm, z którymi współpracuję.
Tak – spór między mną a Tomaszem i Wiktorią jest prywatny. Mimo, że rozchodzi się o publiczną grupę i publiczne ataki na mnie. To, że ja nie mam dostępu do Waszej grupy, nie oznacza, że nie jest to przestrzeń publiczna – przyjmujecie do niej wszystkich, którzy chcą eskalować konflikty, nawet osoby, których nie znam. Moje relacje z klientami i problemy, które z nimi rozwiązuję także są prywatne. A jednak te sprawy są nagłaśniane, komentowane i rozpowszechniane w różnych miejscach, także poza Internetem i często w nieprawdziwy sposób. Mają miejsce sytuacje, które w najlepszym wypadku można nazwać „incydentami”, jeśli nie po prostu atakami, przemocą. Tomasz, co Ty robisz? Zajmij się swoją pracą.
Tomasz, Wiktorio, szanujcie pracę innych
Twierdzicie, że nigdy nie pracowałem ciężko. To, że Ty wstajesz o 5 rano nie oznacza z automatu, że masz ciężką pracę, skoro wraz z Wiktorią poświęcasz codziennie parę godzin na pisaniu o mnie (a może też o innych?). Przestań pisać o mnie, a będziesz mógł wstać o 10. Nie dowartościowuj się dopowiadając sobie, że pracując fizycznie jesteś lepszy od kogoś, kto pracuje w inny sposób. Nie zarzucaj mi braku szacunku do osób ciężko pracujących tylko dlatego, że nie pracuję od świtu do wieczora z łopatą. Pracowałem fizycznie i pracowałem „umysłowo”. Każda z tych prac jest „ciężka”, lecz w inny sposób. Nie miej się za lepszego, nie poniżaj mnie, nie pisz, że jestem kimś, kto się nie napracuje, bo cały dzień siedzę przed komputerem. W ten sposób poniżasz wszystkich swoich klientów, osoby, które dają pracę Tobie.I one powinny to wiedzieć – Tomasz elektryk, Wiktoria „firma sprzątająca” mają się za lepszych, bo pracują „ciężko”. Wiktoria ma się za lepszą od osób, u których sprząta, bo „pracuje ciężko”. Miło Wam na żywo się rozmawia z Tomasze i Wiktorią? Nie wiecie co o was mówią w domu. Może oni chcą po prostu zarobić, a o was mają zdanie takie jak o mnie?
„Im dalej w las”, tym lepiej: O (braku)szacunku wobec innych
W toku tej sprawy padł argument, który – przyznam – wiele wyjaśnia.
Według Tomasza jego zachowanie, sposób prowadzenia sporu i brak konsekwencji nie mają znaczenia, ponieważ i tak ma klientów na kolejne dwa lata. Podobnie jego partnerka Wiktoria – podobno już dziś ma zaplanowane sprzątanie aż do 2027 roku. Tomasz sam prosił, abym o tym wspomniał – a więc wspominam.
To interesujące podejście.
Rozumiem je tak: skoro klientów nie brakuje, to: – nie trzeba być konsekwentnym, – nie trzeba szanować prywatności innych, – nie trzeba liczyć się z tym, jak rozwiązuje się konflikty.
A przecież właśnie sposób radzenia sobie z problemami mówi o standardach więcej niż to, jak wygląda współpraca, gdy wszystko idzie gładko.
Szczególnie zastanawiające jest planowanie sprzątania na kilka lat do przodu – bo o ile łatwo przewidzieć kalendarz zleceń, o tyle trudniej przewidzieć, kto za dwa lata będzie chciał sprzątania i w jakich okolicznościach. Ale być może to tylko kwestia organizacji.
Bo jeśli ktoś komunikuje wprost, że nie musi być konsekwentny ani ostrożny, bo „i tak ma klientów”, to warto, by potencjalni kontrahenci sami ocenili, czy to podejście im odpowiada. PS. Wyjaśniam co jest 22 stycznia. Tomasz i Wiktoria mają rozprawę jako oskarżeni. Sąd dopuścił sprawę karną i wyznaczył im termin. Będą oczekiwać, że na rozprawie, gdzie występują jako oskarżeni, sąd będzie oceniał moją działalność. Tomasz – kpk mówi wprost, że to tak nie działa
Nie widzę powodu, by publicznie zabierać głos, gdyby nie fakt, że temat jest publicznie podtrzymywany i eskalowany przez innych od roku. Moje wypowiedzi nie są celem samym w sobie – są reakcją obronną.
Uważam też, że każdy kontrahent – były, obecny i przyszły – ma prawo wiedzieć, jak Tomasz i Wiktoria potencjalnie mogą o nim myśleć. Innymi słowy: jeśli nie wstajesz o 5 rano, nie pracujesz fizycznie, Tomasz i Wiktoria mogą w najgorszym wypadku uznać, że kradniesz i z tego żyjesz. Ktoś „anonimowo” pochwalił się, że to rozgryzł:
Cześć. Jeśli nie mignęła Wam gdzieś historia mojej „współpracy” z Tomaszem Nowackim (Noviktech) i Wiktorią Fronczak (W1 Profesjonalne Usługi Sprzątające) ze Skoków, to wyjaśnię krótko.
Prowadzę sklep internetowy z telefonami. Od około roku istnieje grupa na Facebooku prowadzona przez Tomasza i Wiktorię, w której jestem regularnie obrażany i poniżany – łącznie z wpisami, które schodzą na poziom komentarzy o moich genitaliach. Nie żartuję: to jest temat rozmów w prywatnej grupce Tomasza i Wiktorii.
Skąd to się wzięło? Z mojego punktu widzenia absurdalnie: nie mam wobec nich żadnego długu ani zobowiązania, a mimo to konflikt trwa i jest podtrzymywany publicznie.
I teraz najlepsze.
Myślałem, że dorośli ludzie rozwiązują spory przez: rozmowę, wezwanie, mediację, ewentualnie sąd. Tomasz znalazł metodę skuteczniejszą.
Poskarżył się moim rodzicom.
Tak. Rodzicom.
Ja po trzydziestce, rodzice przed sześćdziesiątką, Tomasz (chyba) pełnoletni, a „strategia” w sporze wygląda jak z podstawówki: „uważaj, bo powiem mamie”. I na serio powiedział:
Może to powinno wejść do standardów obsługi klienta, na przykład na Allegro?
„Nie działa rękojmia? Skorzystaj z opcji: skarga do rodziców sprzedawcy. Mama i tata pociągną go za ucho i sprawa załatwiona.”
Brzmi zabawnie – ale tylko do momentu, gdy człowiek uświadomi sobie, że tu nie chodzi o reklamację, tylko o presję i przekraczanie granic.
Tomaszu, co dalej? U Ciebie skarga do rodziców to już standard. Następny krok jaki?
Udostępnienie mojego adresu? Adresu moich rodziców? Żeby inni też mogli złożyć „reklamację” osobiście albo poskarżyć się moim rodzicom?
Te pytania są ironiczne – Tomasz już zapowiedział, że pójdzie właśnie w tym kierunku. Mój apel: człowieku, zajmij się swoją robotą.
I ważna rzecz: nie twierdzę, że Tomasz i Wiktoria są złymi fachowcami. Widziałem, że są osoby zadowolone z ich usług. Ale jeśli mam dać jedną radę z perspektywy kogoś, kto już go poznał, to brzmi ona tak:
Zanim wybierzesz wykonawcę do prac domowych, zastanów się, jak ta osoba zachowa się, gdy przestaniesz być „zadowolony klientem”. Bo w najgorszym wariancie zamiast rozmowy możesz dostać… internetową grupę o sobie, o Twoich genitaliach, pełno poniżających publikacji, ingerowanie w Twoją firmę i „negocjacje” prowadzone przez Twoich rodziców.
Mimo to chcesz to współpracy z Tomaszem Nowackim i jego zespołem? Na wszelki wypadek miej twarde uszy. Możesz skończyć ze skargą u mamy i taty oraz symbolicznym żądaniem pociągnięcia Cię do odpowiedzialności (za ucho), a może nawet klapsem.
Planujesz prace w domu? Sprzątanie? Wykończenie? Szukasz elektryka?
Zanim wybierzesz tę ekipę, zastanów się dwa razy.
Moja historia zaczęła się zupełnie zwyczajnie. Wykończenie domu. Zaliczki. Problemy z jakością i zakresem prac. W mojej ocenie – nie wszystko zostało wykonane prawidłowo. Firma, która „organizowała” całość prac, zaproponowała częściowy zwrot, ale w kwocie nie do zaakceptowania. Normalny spór cywilny.
I w tym momencie sytuacja skręciła w stronę, której się nie spodziewałem.
Zamiast dalszych rozmów:
w internecie pojawiła się grupa na Facebooku,
zaczęto mnie publicznie nazywać „oszustem” i „przestępcą”,
odmówiono mi prawa do jakichkolwiek wyjaśnień,
a spór cywilny zamienił się w internetowy bojkot.
Administracją tej grupy zajmują się osoby prowadzące działalności związane z pracami domowymi i wykończeniówką:
Czy to jeszcze pomoc konsumencka (oni twierdzą, że działają „w dobrej wierze”, aby pomóc moim klientom) czy już para, która wspólnie „rozlicza” ludzi w internecie, poza sądem i bez odpowiedzialności za słowo?
W grupie:
zachęca się do bojkotu mojej firmy,
namawia do zgłoszeń do banków, CERT-u, policji i urzędów,
często w dniu rezygnacji z zamówienia, bez czekania na zwrot,
negatywne opinie nie znikają nawet po oddaniu pieniędzy,
a wyzwiska są codziennością,
zaczęto o mnie nawet pisać jako o osobie chorej psychicznie, która nęka grupę, bo nagłaśniam sprawę, chociaż to oni przez prawie rok prowadzą grupę.
Prowadzę sklep internetowy. To biznes oparty wyłącznie na zaufaniu. Kilka takich akcji wystarczy, by realnie zagrozić jego istnieniu.
Nie jestem przestępcą, nie jestem osobą karaną. Ale dlaczego moja firma interesuje osoby, które realizują prace domowe? Dlaczego dwójka młodych ludzi uważa, że może prowadzić „prywatny sąd” dotyczący transakcji swojego kontrahenta?
Gdy poprosiłem o dopuszczenie mnie do grupy, by rozmawiać z klientami i zamykać sprawy – odmówiono. Jednocześnie w grupie dominuje narracja:
„z nim się nie rozmawia” „z nim się walczy”
I tu pojawia się pytanie, które powinien zadać sobie każdy, kto planuje prace w domu:
Czy chcesz, by Twoją reklamację rozstrzygał sąd i prawo – czy zamknięta grupa na Facebooku założona przez osobę sprzątającą Twój dom?
Bo granica między „pomocą” a Bonnie i Clyde w złym wydaniu potrafi być zaskakująco cienka. Elektryków i osób sprzątających w Skokach i okolicach jest bardzo dużo – zanim wybierzesz tę dwójkę, zastanów się naprawdę wiele razy. Ja szukając osób do wykończenia domu skończyłem z ludźmi, którzy uważają, że mogą rozstrzygać spory pomiędzy mną, a moimi klientami, a przy tym wielokrotnie wyzywać mnie od najgorszych.
Po tym, gdy ujawniłem kulisy mojego sporu z Wiktorią Fronczak, pojawiły się z jej strony emocjonalne wpisy. O „walce”. O presji psychicznej. O niemal wojnie, którą rzekomo toczy.
Problem polega na jednym: to nie ja od roku prowadzę przeciwko niej kampanię.
Od blisko roku to ja jestem publicznie nazywany oszustem i przestępcą przez Wiktorię Fronczak i jej partnera Tomasza. Osoby, którym: – nic nie sprzedałem, – nie wykonałem żadnej usługi, – nie jestem winien ani grosza.
Mimo to w przestrzeni publicznej rozpowszechniane są informacje, że: – sprzedaję używane telefony jako nowe, – sprzedaję sprzęt wadliwy, – działam nieuczciwie.
To nieprawda.
Handel elektroniką – jak każda branża – bywa problematyczny, ale reklamacje są sporadyczne, a klienci, którzy otrzymują towar, są zadowoleni. Tak jest od kilkunastu lat.
Najbardziej uderzające jest jednak coś innego.
Pani Wiktoria zarzuca mi, że pozytywne opinie o mojej firmie są fałszywe. Warto więc zwrócić uwagę na trzy fakty:
Po pierwsze – mimo paraliżu i ataków firma nadal funkcjonuje, a klienci, którzy otrzymują zamówienia, wystawiają pozytywne opinie. To nie zjawisko z ostatniego miesiąca, tylko efekt lat działalności.
Po drugie – to członkowie grupy prowadzonej przez panią Wiktorię masowo wystawiają mi negatywne oceny. Wyróżniają się tu konkretne nazwiska, które wielokrotnie przekroczyły kilkanaście negatywnych opinii każda.
Po trzecie – osoba oskarżająca mnie o manipulowanie opiniami… sama angażuje znajomych do ich pisania:
I jeszcze jedno. Hasztag: „wiktoria znaczy zwycięstwo”.
Dobrze. Walcz. Tylko o co właściwie?
Nie masz wobec mnie żadnego roszczenia. Nic Ci nie sprzedałem. Nic nie jesteś mi winna – i ja nie jestem winien Tobie.
Możecie „walczyć” jeszcze rok, dwa, trzy. Możemy wspólnie walczyć przez najbliższe 5-10 lat – dla samej walki. Możecie za każdym razem przedstawiać się jako ofiary, gdy ujawniam fakty.
Ale jeśli rzeczywiście uważacie się za poszkodowanych – droga jest prosta: sąd. Tę drogę ja wybrałem w kwietniu 2025 roku. Nie roczna narracja o „oszustwie”, które nigdy nie miało miejsca.
To nie ja odgrywam męczennika. Ja tylko pytam:
jak długo można publicznie oskarżać kogoś, z kim nigdy nie miało się żadnej relacji?
Podsumowanie
Wiktorio. Największą wygraną mogłabyś osiągnąć nie przez kolejne wpisy, lecz kończąc angażowanie się w wojnę, która od początku nie była Twoja.
Zostaw moich klientów w spokoju. Nie wmawiaj im rzeczy, które nie mają pokrycia w faktach. Pozwól mi naprawić i zamknąć konflikty, które sama rozpętałaś.
Prowadzisz firmę – sklep internetowy. Zamówiłeś sprzątanie swojego prywatnego mieszkania. Usługa była kiepska. Składasz reklamację.
Normalne, prawda? Zdarza się.
A teraz wyobraź sobie, że kilka tygodni później:
– ktoś, kto nigdy nie był Twoim kontrahentem, – zakłada grupę na Facebooku poświęconą Tobie, – nazywa Cię „oszustem” i „przestępcą”, – ostrzega innych przed współpracą z Tobą, – wciąga w konflikt Twoich klientów i kontrahentów.
Brzmi absurdalnie? To nie jest scenariusz z filmu.
To efekt „współpracy” z Tomaszem Nowackim (firma Noviktech: https://noviktech.pl) ze Skoków. Administratorką takiej grupy jest W1 Wiktoria Fronczak – osoba zawodowo zajmująca się sprzątaniem mieszkań. Nie była moją klientką. Nie poniosła żadnej szkody. Nie zna mnie osobiście.
A mimo to od prawie roku prowadzi grupę, w której:
– rozpowszechnia się nieprawdziwe informacje na mój temat, – sugeruje istnienie wyroków i zakazów, których nie ma, – zniechęca się do jakiejkolwiek rozmowy i polubownego rozwiązania.
Dlaczego?
Pani Wiktoria i jej partner pozostają w kontakcie z firmą, z którą jestem w sporze o 250 tysięcy złotych – po złożeniu reklamacji za niewykonane prace.
Zbieg okoliczności? Każdy niech oceni sam.
Najgorsze jest to, że wciągani są w to moi prawdziwi klienci – nawet ci, którzy: – odstąpili od umowy, – dostali zwrot pieniędzy po kilku dniach, – nie ponieśli żadnej straty.
A potem czytam:
„z terrorystami się nie negocjuje”.
Tylko że nikt nawet nie spróbował.
To nie jest historia o Facebooku. To jest historia o tym, co może spotkać każdego, kto odważy się być niezadowolony z usługi.
Dziś zamawiasz sprzątanie. A co czeka Ciebie jutro? Odpowiedz sobie sam.
Pytanie brzmi: czy naprawdę chcemy świata, w którym reklamację „rozlicza się” internetową nagonką?