Po tym, gdy ujawniłem kulisy mojego sporu z Wiktorią Fronczak, pojawiły się z jej strony emocjonalne wpisy.
O „walce”.
O presji psychicznej.
O niemal wojnie, którą rzekomo toczy.

Problem polega na jednym: to nie ja od roku prowadzę przeciwko niej kampanię.

Od blisko roku to ja jestem publicznie nazywany oszustem i przestępcą przez Wiktorię Fronczak i jej partnera Tomasza.
Osoby, którym:
– nic nie sprzedałem,
– nie wykonałem żadnej usługi,
nie jestem winien ani grosza.

Mimo to w przestrzeni publicznej rozpowszechniane są informacje, że:
– sprzedaję używane telefony jako nowe,
– sprzedaję sprzęt wadliwy,
– działam nieuczciwie.

To nieprawda.

Handel elektroniką – jak każda branża – bywa problematyczny, ale reklamacje są sporadyczne, a klienci, którzy otrzymują towar, są zadowoleni.
Tak jest od kilkunastu lat.

Najbardziej uderzające jest jednak coś innego.

Pani Wiktoria zarzuca mi, że pozytywne opinie o mojej firmie są fałszywe.
Warto więc zwrócić uwagę na trzy fakty:

Po pierwsze – mimo paraliżu i ataków firma nadal funkcjonuje, a klienci, którzy otrzymują zamówienia, wystawiają pozytywne opinie. To nie zjawisko z ostatniego miesiąca, tylko efekt lat działalności.

Po drugie – to członkowie grupy prowadzonej przez panią Wiktorię masowo wystawiają mi negatywne oceny. Wyróżniają się tu konkretne nazwiska, które wielokrotnie przekroczyły kilkanaście negatywnych opinii każda.

Po trzecie – osoba oskarżająca mnie o manipulowanie opiniami… sama angażuje znajomych do ich pisania:

I jeszcze jedno.
Hasztag: „wiktoria znaczy zwycięstwo”.

Dobrze. Walcz.
Tylko o co właściwie?

Nie masz wobec mnie żadnego roszczenia.
Nic Ci nie sprzedałem.
Nic nie jesteś mi winna – i ja nie jestem winien Tobie.

Możecie „walczyć” jeszcze rok, dwa, trzy. Możemy wspólnie walczyć przez najbliższe 5-10 lat – dla samej walki.
Możecie za każdym razem przedstawiać się jako ofiary, gdy ujawniam fakty.

Ale jeśli rzeczywiście uważacie się za poszkodowanych – droga jest prosta: sąd. Tę drogę ja wybrałem w kwietniu 2025 roku.
Nie roczna narracja o „oszustwie”, które nigdy nie miało miejsca.

To nie ja odgrywam męczennika.
Ja tylko pytam:

jak długo można publicznie oskarżać kogoś, z kim nigdy nie miało się żadnej relacji?

Podsumowanie

Wiktorio. Największą wygraną mogłabyś osiągnąć nie przez kolejne wpisy, lecz kończąc angażowanie się w wojnę, która od początku nie była Twoja.

Zostaw moich klientów w spokoju.
Nie wmawiaj im rzeczy, które nie mają pokrycia w faktach.
Pozwól mi naprawić i zamknąć konflikty, które sama rozpętałaś.

Posted in

Dodaj komentarz